Devon – hrabstwo w regionie South West England w Anglii. Malowniczo położone we wschodniej części Półwyspu Kornwalijskiego. To właśnie tu Paul Graham założył małą, rodzinną firmę Graham Audio, w której powstają ręcznie wykonane kolumny z rodowodem BBC.
Nie będę ukrywać, jestem oczarowany Grahamami od pierwszej chwili, którą miałem okazję z nimi spędzić. Prosta, surowa forma, śrubki widoczne na obudowie, piękny drewniany fornir, panel regulacji zwrotnicy, na którym musimy chwycić w dłoń lutownicę aby wprowadzić zmianę – już czułem, że będzie to ciekawe doświadczenie – i nie myliłem się.
Kolumny, których odpudełkowanie (ang. Unboxing) nieśmiało zarysowałem w kilku powyższych zdaniach to nic innego jak model LS 5/9, który nazwałbym pozycją koronną w ofercie Graham Audio. Mam przez to na myśli, że pomimo bycia jednym z najtańszych modeli w katalogu marki, kolumny te zapewniają wrażenia odsłuchowe tak dobre, że większość „dużych graczy” na scenie audio mogłoby doświadczać tego brzmienia z głową spuszczoną w dół ze wstydu.
Pierwsze minuty odsłuchu Graham Audio LS5/9 BBC są trochę jak spotkanie z kimś, kogo zna się od lat, choć formalnie widzi się go pierwszy raz. Jest w tym brzmieniu znajoma miękkość, naturalna proporcja i coś, co trudno nazwać inaczej niż spokojem. Te kolumny nie próbują imponować rozdzielczością na pokaz, nie wysuwają detalu przed muzykę. One budują opowieść.
Średnica – słynna, wielokrotnie opisywana – jest tu osią wszystkiego czego doświadczamy. Wokale nie są „przed nami”, lecz raczej „z nami”. Gitary akustyczne czuć, że mają drewniane pudło rezonansowe, a nie tylko struny. Fortepian nie jest zestawem ataków, tylko instrumentem o słusznej masie i głębokim oddechu. LS5/9 nie przyspieszają muzyki, a pozwalają jej płynąć.
Scena dźwiękowa w klasycznej wersji monitorowej nie próbuje być ogromna. Jest raczej wiarygodna niż spektakularna. Źródła pozorne układają się naturalnie, bez efektu teatralnej przesady. Największe wrażenie robi stabilność – nawet przy cichym słuchaniu wszystko pozostaje czytelne, poukładane, logiczne.
Bas? Tu pojawia się pierwsze ważne rozróżnienie. LS5/9 nie są kolumnami, które uderzają w klatkę piersiową. Bas jest sprężysty, zróżnicowany, ale podporządkowany całości. To fundament, nie bohater.
Wersja Anniversary nie jest próbą zmiany charakteru. To raczej dopracowanie portretu, który już był bardzo udany. Wizualnie różnice są subtelne, ale znaczące – wykończenie ma w sobie więcej elegancji, kontrast frontu jest mocniejszy, a detale sprawiają wrażenie jeszcze bardziej dopieszczonych. To nadal sprzęt ze studyjnym rodowodem, lecz z nutą celebracji.
Pod względem brzmienia zmiany są jak korekta ostrości w fotografii. Nie zmienia się kadr – zmienia się sposób, w jaki widzimy szczegóły. Góra pasma wydaje się bardziej otwarta, drobne wybrzmienia łatwiej śledzić, a powietrze między instrumentami staje się odrobinę bardziej odczuwalne.
To nie jest różnica typu „wow po pierwszym utworze”. Raczej ta, którą zaczyna się doceniać po tygodniu słuchania. Anniversary zachowuje tę samą gęstą średnicę, tę samą organiczną dynamikę, ale robi krok w stronę większej przejrzystości. Jakby ktoś delikatnie uchylił okno.
Ciekawe jest też to, że Anniversary wydają się trochę spokojniejsze w odbiorze. Nie dlatego, że grają łagodniej – raczej dlatego, że mają większą kontrolę nad mikrodetalem. Nic nie musi się przebijać.
To wersja dla tych, którzy zostali oczarowani LS5/9, ale chcą jeszcze więcej subtelności.
A potem pojawia się LS5/9F i nagle okazuje się, że ta historia może mieć zupełnie inną skalę.
Pierwsze wrażenie jest wizualne. Podłogowa forma zmienia percepcję tych kolumn. Nadal są surowe, nadal techniczne, ale mają większą obecność w pomieszczeniu. Nie potrzebują podstawek, nie wyglądają jak narzędzie – wyglądają jak element systemu, który ma wypełnić przestrzeń.
I dokładnie to robią.
Brzmieniowo LS5/9F przypominają klasyczne LS5/9, ale jakby oddychały głębiej. Bas schodzi niżej i – co ważniejsze – ma większą skalę. Nie chodzi tylko o ilość, lecz o poczucie fundamentu. Perkusja ma ciężar, kontrabas ma pudło, elektronika ma fizyczność.
To zmienia odbiór całej średnicy. Ta sama piękna barwa zostaje osadzona w większym kontekście. Muzyka brzmi pełniej, bardziej „koncertowo”. LS5/9F potrafią zagrać ciszę równie dobrze jak monitory, ale kiedy trzeba – potrafią też pokazać dynamikę, której w wersji podstawkowej się nie spodziewamy.
Scena rośnie nie tyle wszerz, co w głąb i w masę. Dźwięk mniej odrywa się od kolumn, ale bardziej wypełnia pokój.
Co ważne, LS5/9F nie tracą tej charakterystycznej płynności. Nie stają się „dużymi kolumnami grającymi BBC”. Nadal brzmią jak Grahamy. Po prostu w większej skali.
Mój kolega, który również miał okazję zapoznać się bliżej z tymi kolumnami w domowym zaciszu, opowiedział mi, że jak to ma w zwyczaju, wybrał album, opuścił ramię gramofonu, usiadł na kanapie z książką i… Nie przeczytał nawet strony. Dźwięk wciągnął go na tyle, że lektura wylądowała na stoliku, a on zatopił się w dźwięku na cały wieczór.
Podsumował to doświadczenie słowami, że po raz pierwszy w 12 letniej karierze w branży audio znalazł w końcu kolumny, które w pełni rezonują z jego duszą.
Cóż, rozumiem.
Patrząc na te trzy warianty, łatwo dojść do wniosku, że nie są konkurencją. To raczej trzy sposoby przeżywania tej samej filozofii.
- Graham Audio LS5/9 BBC w podstawowej formie są najbardziej intymne. Idealne do średnich pomieszczeń, do długich wieczorów, do słuchania muzyki zamiast analizowania sprzętu.
- Graham Audio LS5/9 BBC Anniversary to ta sama intymność, ale z większą finezją. Dla osób, które zwracają uwagę na niuanse, na wybrzmienia, na drobne różnice w realizacjach.
- Graham Audio LS5/9F BBC natomiast otwierają drzwi do większej przestrzeni. Zachowują charakter, ale dodają oddech, skalę i poczucie fizycznej obecności muzyki.
I może właśnie w tym tkwi największa siła tej serii – żadna wersja nie próbuje być „lepsza”. Każda jest bardziej sobą w innym kontekście. Po dłuższym czasie z nimi zaczyna się rozumieć, że te kolumny nie są stworzone do imponowania przez pięć minut. One są stworzone do życia z muzyką. A to, w świecie ciągłych premier i technologicznych wyścigów, jest wartością coraz rzadszą.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości oficjalnego polskiego dystrybutora marki Graham Audio – audioplaza.pl.